13 Maj / 2019

Pielgrzymka „na przekór”.

W nocy z 11 na 12 maja wyruszyła z Piekar Śląskich piesza pielgrzymka na Jasną Górę w intencji prześladowanych Chrześcijan w Jemenie. Brał w niej udział również przedstawiciel naszego Seminarium, kl. Adrian, który tak wspomina ową wędrówkę:

Rozpoczęliśmy naszą pielgrzymkę „Na przekór” od Eucharystii na wzgórzu piekarskim, przed wizerunkiem Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Przed wyruszeniem w drogę, proboszcz tamtejszej bazyliki uświadomił nas, że najbardziej istotne nie jest to, czy dojdziemy, ale czas, który poświęcamy Bogu. Było to konkretne pokrzepienie w momencie, gdy każdy miał w głowie dystans 60 kilometrów, który planowo mieliśmy pokonać w czasie około 15 godzin.

Ta pielgrzymka zdecydowanie wyróżnia się od wszystkich lipcowych i sierpniowych, najbardziej popularnych i lubianych. Nieśliśmy ze sobą jedną tubę, ale tylko dla utrzymywania kontaktu porządkowego z tą 160-cio osobową grupą oraz prowadzenia modlitw. Nie towarzyszyły nam śpiewy i gitara, dzięki którym może łatwiej by się szło, ale z pewnością trudniej by się spało mieszkańcom tych miejscowości, przez które prowadziła trasa pielgrzymki.

W pielgrzymce szła w większości młodzież- najmłodsi mieli 15 lat, ale nie brakowało dorosłych- warto podkreślić imponujący wiek ponad 70-ciu lat jednego z uczestników. Spotkałem na trasie wielu młodych, którzy, jak się okazało, mieli jakiś kontakt z salezjanami, byli wychowankami, czy po prostu sympatykami Księdza Bosko. Tym bardziej czułem, że decyzja wyruszenia wraz z nimi była dobra, choć na takim dystansie chyba nie było osoby, której choć przez chwilę nie przeszłoby przez myśl: „przecież mogłem teraz spać w ciepłym łóżku…”. Podtrzymującymi na duchu były również intencje, które nieśliśmy na Jasną Górę. Oprócz intencji, które polecały mi różne osoby, moją własną był Diakonat- który w najbliższą sobotę mam przyjąć wraz ze współbraćmi w Krakowie.

Pielgrzymka ta odbyła się już 16 razy, ja miałem okazję być na 3. Jej niesamowitość i owocność ukazuje chociażby fakt, że po dotarciu do Częstochowy, leżąc z wycieńczenia na trawie w „Dolinie Miłosierdzia”, czując z osobna każdy mięsień swojego ciała, człowiek myśli sobie: „już nigdy więcej…” a tak naprawdę- tylko czeka na kolejną edycję, kiedy będzie mógł się wybrać.

Tekst: Adrian Sroka SDB
Zdjęcia: Stanisław Dacy