3 Lis / 2019

O traktowaniu ludzi jak śmieci

W naszym otoczeniu nie brak jest ludzi, których nie lubimy. Może jest to nasza sąsiadka, kolega z ławki, może nawet ktoś z rodziny. Czasem niechęć przeradza się jawną pogardę. Z jakiegoś powodu zaczynamy traktować kogoś jak śmieci.

Powody mogą być różne. Najbardziej absurdalnym są różnice w wyglądzie. Brunet gardzi blondynem z tego samego powodu, co blondyn gardzi brunetem. Bo jest inny. Pogardę grzesznikiem łatwiej sobie wytłumaczyć. Nikt przecież nie lubi złodziei, morderców ani oszustów. Każdy inny grzech, czy słabość może stać się motywem do pogardy. I nie trzeba wcale takiej osoby znać, wystarczy wiedzieć, że jest grzesznikiem. Często, o zgrozo, w taki sposób grzeszników traktują niektórzy chrześcijanie. Tak też mieszkańcy Jerycha traktowali Zacheusza.

Kim był? Zwierzchnikiem celników, a na domiar złego bardzo bogatym. I tyle. Reszta to domysły. Jako celnik zbierał podatki na rzecz okupanta – już to wystarczyło, żeby go nie lubić. Był też bardzo bogaty, co mogło – ale nie musiało – oznaczać, że wzbogacił się na oszustwie, kosztem swoich rodaków. Ludzie widzieli w nim grzesznika i zwierzchnika grzeszników. I traktowali go jak śmieci. Jezus natomiast dostrzegł w nim coś innego – dostrzegł dobro, które tkwi w człowieku. Dobro, o którym sam Zacheusz już zapomniał. Tak często traktowano go jak śmieci, że sam w to uwierzył. A przecież i on był synem Abrahama, i on był stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Przez grzech zapomniał o tym, zagubił w sobie ten obraz. Na szczęście Jezus „przyszedł szukać i zbawić to, co zaginęło”. Dostrzegł w Zacheuszu to dobro i przyszedł do niego w gościnę. Ten jeden prosty gest wystarczył, żeby Zacheusz wyzwolił w sobie siły do zmiany życia.

dk. Adam Cieślak SDB